Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Aktywny przeciw wykluczeniu



Wykorzystanie postępowania w Strasburgu do skargi w KRS, skarga do Krajowej Rada Sądownictwa i jej realia.

Wiele osób mających problemy ze stronniczością, dyskryminacją i niekompetencją sądową zastanawia się nad zaskarżeniem składu sędziowskiego w jedynej instytucji do tego służącej czyli w Krajowej Radzie Sądownictwa oraz zastanawia się nad konsekwencjami swojego postępowania oraz wpływem na postępowanie.

Cóż od strony teoretycznej instytucja ta posiada możliwość karania sędziów, w praktyce jednakże czyni to niezmiernie rzadko. Posiada bowiem zarówno środki w postaci upomnień, nagan jak i w skrajnym przypadku zakazu wykonywania zawodu. I choć każdy z tych elementów był już w praktyce stosowany, odsetek skarg rozpatrzonych na korzyść skarżącego jest znikomy.

Wiele osób może polemizować z tym że upomnienie lub nagana jest nieadekwatną do okoliczności niekiedy karą, jednakże dla osób naprawdę pokrzywdzonych przez sądy ważniejsze jest niekiedy uznanie samej winy sędziego niż wymiar kary dla niego. Powoduje bowiem to że pokrzywdzony ma uznane oficjalnie uchybienie sądowe którym przez dalsze apelacje i zaskarżenia może walczyć o uchylenie określonych decyzji bądź zmianę postępowania w jego sprawie co jest ważniejszą kwestią dla pokrzywdzonych dotyczącą bezpośrednio ich życia a nie ambicją pozbawienia kogoś prawa do wykonywania zawodu.

Należy jednakże spojrzeć realnie na szanse – oskarżony skład sędziowski lub sędzia ma prawo się bronić i w wielu przypadkach Krajowa Rada Sądownictwa jest wybitnie stronnicza i aby wykazać poniżające traktowanie strony lub łamanie praw strony (np.: poniżanie i znieważanie strony, niedopuszczanie strony do głosu, nierozpatrywanie i nieuwzględnianie w procesie składanych pism, zastrzeżeń, tez i dowodów) należy mieć dowody (najlepiej nagrania lub sprzeczne z aktami sprawy decyzje i ustalenia sądowe – np.: przypisywanie stronie wypowiedzenie jakiegoś programu kontaktów z dziećmi w sytuacji gdy na piśmie program wypowiedział ośrodek). I to w wielu przypadkach nie gwarantuje powodzenia a sędziowie zasłaniają się oskarżając stronę nawet o zwyczajne pieniactwo. Internet i fora są pełne takich przykładów.

Postępowanie zaś według zasady że gdzieś musi się w polskim systemie ze względu na odległość kończyć wzajemna stronniczość i układy miejscowe i jest sprawiedliwość jest najczęściej życzeniową naiwnością.

Należy bowiem jasno opowiedzieć sobie na pytanie czym kieruje się Krajowa Rada Sądownictwa wydając stronnicze wyroki i oddalając większość skarg obywateli. Otóż nie zawsze chodzi (choć tego również nie można wykluczyć) o jakieś „znajomości” gdyż trudno oczekiwać aby sędziowie KRS-u byli szkolnymi kolegami wszystkich sędziów w Polsce. Przyczyna jest bardziej prozaiczna – jest to bowiem już element walki o władzę i przywileje w Państwie czyli przyczyna jest polityczna. Zwyczajnie treść i znaczenie skargi oraz krzywda obywatela jest dla KRS-u mniej ważna niż fakt podważania autorytetu wymiaru sprawiedliwości jako całości gdyż o wpływ na decyzje dotyczące obsadzanie górnych stanowisk wymiaru sprawiedliwości toczy się walka polityczna.

Najciekawszym jednak elementem tej powyższej walki nie jest wcale to na co najwięcej ludzi zwraca uwagę i co jest najbardziej nagłośnione przez media czyli odwieczne obwinianie się polityków PiS-u i PO, wracanie do kontrowersyjnych procesów, zabójstw, nadużyć władzy, komisji rządowych analizujących uchybienia procesowe, obwiniania poszczególnych ministrów partii przeciwnej tylko zwrócenie uwagi na to że środowisko sędziowskie  samo w sobie kreuje się już na niezależną nietykalną „warstwę” czy „środowisko” stojące nie tyle ponad podziałami politycznymi ile ponad prawem.

Oczywiście czymś odrębnym jest walka o stanowiska w Trybunale Konstytucyjnym i należy dostrzegać niebezpieczeństwo zagarnięcia pełni władzy przez polityków chcących mieć wpływ na zmianę konstytucji i uznawanie przez te zmiany jakie działanie jest łamaniem prawa a jakie nie z punktu widzenia celów politycznych – jednakże oderwijmy się na chwile od wielkiej polityki a spójrzmy na to z punktu widzenia tak naprawdę zwykłego pojedynczego pokrzywdzonego obywatela.

Otóż decyzje sądowe krzywdzące i dyskryminujące pojedynczego obywatela nie mają nic wspólnego z polityką. Obywatel nie wie i nie chce wiedzieć gdyż to go nie interesuje jakie poglądy polityczne ma sędzia lub urzędnik. W drugą stronę działa to tak samo - poglądy polityczne obywatela zazwyczaj nie są znane sędziom a takie sprawy jak kwestie rozwodowe, kontaktów z dziećmi nie są polityczne. Żadna zresztą partia nie wykazała się jakąkolwiek pozytywną inicjatywą w zakresie rozwiązania określonych społecznych problemów związanych z sytuacjami około rozwodowymi ażeby obywatel mógł liczyć na jej pomoc  a założone ruchy społeczne które politycznie poprzez zmianę prawa chcą doprowadzić do faktycznych zmian na lepsze mimo szczerych i dobrych intencji tak naprawę nadal mają za małe poparcie społeczne aby mieć realny wpływ na polityczne wymuszenie określonych zmian. Szara rzeczywistość jest niestety taka że na razie jest to kwestia życzeniowa i tak naprawdę można życzyć im jak najlepiej i powinno się wspierać ich działania jednakże prawda jest taka że nadal przy obecnej skali opinie pojedynczych jednostek nie będą miały żadnego wpływu na zmianę ich pozycji tak samo jak opinie pojedynczych obywateli nie mają wpływu na zmianę wyborów politycznych w kraju ze względu właśnie na skalę poglądów większości. Dlatego frekwencja wyborcza jest taka jaka jest – zaś poruszanie tematu że przecież mogło by być inaczej gdyby wszyscy poszli zagłosować – jest tak naprawdę zrzucaniem odpowiedzialności przez niezadowolone mniejszościowe grupy na pojedynczych obywateli. Nie sztuką jest bowiem przekonać jednego tylko większość i tylko to gwarantuje skuteczność.

Najważniejsze natomiast pozostaje bez odpowiedzi bo powyższe jest jedynie polityczną polemiką. Pytanie natomiast pozostaje nadal te same – co ma zrobić pojedynczy pokrzywdzony obywatel aby mieć w swej pojedynczej  sprawie – „siłę przebicia” przez „ogół”.

Tymczasem to z czym pokrzywdzony obywatel się zmaga czyli nie partie polityczne tylko wymiar sprawiedliwości buduje wokół siebie kokon. Wystarczy spojrzeć z nieco innego punktu widzenia na sprawę wypowiedzi sędziów na zjazdach w obronie niezawisłości KRS-u  jeżeli spojrzymy na to realnie z punktu widzenia pokrzywdzonego obywatela a nie zapędów politycznych. Otóż zapęd zapędem i oczywistym jest fakt że w przypadku wpływu politycznego na KRS dowolna partia rządząca wykorzystywała by go do pozbywania się ze środowiska prawniczego tylko osób o przeciwnych poglądach politycznych, choć władza również się co pewien czas zmienia  i „czystki” mogłyby pójść z czasem w drugą stronę, problemem jest jednak to że obecnie aroganckie wypowiedzi niektórych osób ze środowiska prawniczego które słyszymy w mediach dotyczące kreowania wręcz nienaruszalnej „kasty” społecznej ukazują niezmiernie jak  hermetyczne stało się to środowisko które w imię obrony własnej niezależności politycznej odrzuca większość słusznych skarg obywateli dotyczących własnych członków ponieważ szkodzi to ich wizerunkowi i wizerunkowi „wymiaru sprawiedliwości” który musi się bronić przed politycznymi grupami nacisku które wykorzystują te fakty do własnych celów politycznych. Doprawdy jest to bardzo pokrętna retoryka jednakże niewiele ma wspólnego z tak naprawę dbałością o dobro pojedynczego skarżącego.  

Dlatego właśnie skargi nazywa się  pieniactwem i robi to nie tylko oskarżony sędzia ale również całe środowisko prawnicze pilnujące swojej „nietykalności” w obawie przed podważeniem ich autorytetu. Sęk w tym jednak że skargi te mają pełne podstawy prawne tyle że „teoretyczne” ponieważ mimo że składane w literze prawa z zastosowaniem odpowiednich artykułów, z odpowiednim umotywowaniem i dowodami często są odrzucane przez arbitra czyli KRS jako bezzasadne gdzie znowu następuje cytowanie ustawowych uprawnień sądów i decyzji sądu najwyższego o których napisałem w artykule -Sposoby sądu na uchylanie się od rozpatrzenia zastrzeżeń do opinii i zaskarżeń specjalistów -dzięki czemu znowu następuje uchylenie słusznego zarzutu z którym KRS merytorycznie się nie mierzy – bowiem na argumentacje czysto prawną i dowodową na równych zasadach by przegrał – tyle że znowu – nie ma obowiązku tego robić gdyż  jest arbitrem i rozpatrzy to co uzna za „stosowne”.  Myślę że dalszy komentarz do powielania retoryki niższych instancji jest zbędny i każdy dopowie sobie resztę…

Co więc tak naprawdę pozostaje . Albo walka medialno-polityczna albo prawna ale poza Polską.

Oczywiście można medialnie nagłośnić określoną kwestie i niekiedy nacisk medialny powodował korzystne rozstrzygnięcia i ponowne rozpatrzenie określonych kwestii pod presją zbulwersowanego społeczeństwa – czy jednak gwarantuje to jakieś powodzenie? – nie zawsze – od strony zaś politycznej jest to jedynie danie narzędzia walki polityczno-medialnej temu ugrupowaniu które dostrzega interes w walce z postępowaniem określonych grup sędziów i urzędników. Śmiesznym zaś paradoksem jest to że często obywatel nawet nie ma pojęcia kto to wykorzysta do własnych celów (bo skąd je ma mieć jeżeli nie interesuje się wnikliwie polityką, układami miejscowymi i samorządowymi ). Pytanie jednak jest takie – czy w tym przypadku pokrzywdzony obywatel powinien się tym przejmować? Ktoś może nawet w ogóle nie interesować się polityką. Ważniejsza jest jego indywidualna krzywda. Jeżeli zaś dzięki naciskowi polityczno-medialnemu taka osoba coś w konkretnej sprawie uzyska to należy powiedzieć wprost – politycy również nie kreują się szlachetnymi pobudkami pomocy pokrzywdzonej jednostce tylko wzmocnienia swojej pozycji społeczno-politycznej. Pytanie jest więc kto komu wyznaczył większą „przysługę”?  Nie ma więc co doklejać do tego politycznej ideologii tylko wykorzystywać nadarzającą się okazję do naprawy własnych krzywd które są ważniejsze dla obywatela niż jakieś tam poglądy polityczne.  Jakby to bezczelnie nie zabrzmiało – lecz jeżeli politycy obietnicami „kiełbasy wyborczej” wykorzystują nas do własnych celów, tak samo wykorzystujmy ich do swoich bez żadnego długu wdzięczności.

I druga kwestia bardziej bezpośrednia i realna do zrealizowania to skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, niejednokrotnie z wykorzystaniem zaskarżenia postępowania w toku i wywierania nacisku na KRS, lub zaskarżenie samego KRS-u bowiem takie możliwości również istnieją.  Daje to jedną podstawową zaletę – zrobienie wyłomu w „kokonie” wymiaru sprawiedliwości poprzez podpięcie tych samych tez i dowodów na stronniczość sądową i urzędniczą pod łamanie przepisów konwencji w sytuacji w której pozbawiamy wszystkie krajowe instytucje łącznie z Sądem Najwyższym i KRS-em prawa do arbitrażu i uchylenia się od oceny względem konkretnego oskarżenia czyli pozbawiamy ich jurysdykcji w kwestii narzucenia wyroku oraz zmuszamy do konfrontacji merytorycznej z naszymi tezami i dowodami z pozycji oskarżonego a nie arbitra (czyli równej – obniżamy pozycje polskiego wymiaru sprawiedliwości do naszej). O tym że Trybunał może konkretne kwestie narzucić do realizacji państwu oskarżonemu o złamanie konwencji  napisałem w artykule - Sąd krajowy a Trybunał w Strasburgu zrozumienie różnic i ich wykorzystanie w praktyce.

To zaś czy to ktoś będzie chciał wykorzystać to do swoich politycznych celów  nie powinno nas już interesować gdyż w tym przypadku łaski i podpięcia się pod obcy sukces nie potrzebujemy.

Jednakże pozostaje jeszcze najważniejsze wpływ postępowania w Strasburgu na sądy krajowe i KRS i wydźwięk tego wpływu przy zaskarżonym postępowaniu w toku.

Nie należy  jednak bowiem zapominać o tym że wygrana w Strasburgu nakłada na państwo kary finansowe na rzecz obywatela znacznie większe niż zasądzane przez KRS  i choć tak naprawdę po zakończeniu postępowania teoretycznie nie potrzebujemy już tak bardzo polityczno-medialnego wsparcia to jednak należy spojrzeć na to również z innej psychologicznej perspektywy samego sądu. Skoro jedynym elementem którego obawiają się składy sędziowskie jest podważenie ich decyzji przez instancje wyższe to łamanie praw konwencji i obciążenie państwa karami na rzecz pokrzywdzonego przez dany sąd obywatela, biorąc pod uwagę możliwości zaskarżeń postępowań w toku, przewlekłości postępowań, procedur apelacyjnych itp… do rozstrzygnięcia sprawy w Trybunale z tytułu przewlekłości (i nie tylko jej) może dojść jeszcze przed zakończeniem postępowania krajowego. Powoduje to nadal możliwość zaskarżenia sądu do KRS-u już z pozycji wygranej w Strasburgu.  Pojawienie się więc w skardze do KRS-u stwierdzonego urzędowo przez Trybunał faktu łamania prawa konwencji i nałożenia kary finansowej na Państwo jest chyba ostatnim tym czego  może sobie życzyć sąd którego skarga ta dotyczy. W tym bowiem przypadku przy odpowiednim medialnym nagłośnieniu sprawy KRS ma do czynienia z „czarną owcą” w swoim systemie  której nie może ani co więcej nawet z tytułu wyroku Trybunału nie ma prawa usprawiedliwić i powinien ukarać dany sąd jeżeli dany sąd łamie konwencje gdyż KRS  nie ma jurysdykcji do podważenia orzeczenia Trybunału gdyż sam naraziłby się na zaskarżenie. W sposób logiczny i prawny więc KRS ma zablokowane "pole manewru". Należy wziąć pod uwagę że w takiej sytuacji KRS może być przy odpowiednim nagłośnieniu dodatkowo pod presją medialną i polityczną. Efekt więc jest taki że z psychologicznego punktu widzenia przy zaskarżonym w Trybunale w Strasburgu postępowaniu w toku sąd może obawiać się takiego scenariusza który jest realny do zrealizowania co może mieć wpływ na zmianę jego decyzji przy postępowaniu w toku…

 

Wykorzystanie postępowania w Strasburgu do skargi w KRS, skarga do Krajowej Rada Sądownictwa i jej realia.

Podziel się na mediach społecznościowych